Nie ma to jak zaczac dzien od dzikiego galopu pomieszkaniu, bo oczywiscie zaspałem do pracy (tak mi sie dobrze spało z moim Kochanym Meżem :* )
Ale zaczne od przyczyny mojego zaspania.
Było to w 1985 albo wczoraj ;p
Poszedłem z Moim Skarbem do bratowej jednej z naszych kolezanek na pogaduchy i obcykanie psa.
Oczywiscie po drodze kupilismy 2 butelki pysznego winka i rozpracowalismy je w 5-ke.
Zasiedzielismy sie i wrocilismy do domu cos koło 24. A ja musiałem wstac o 4:15 zeby zdazyc na 6 do pracy.
Połozylismy si elulu i tak spimy, az tu nagle dzwoni budzik. Ja go wyłaczyłem i doszedłem do wniosku ze tak dobrze sei spi, ze poleze jeszcze 5 min.
Wstałem o 4:50 i zaczałem maraton po mieszkaniu ;p
Wyrobiłem sie ze wswzystkim i spozniłem sie do pracy całe 10 min.
Czas w pracy minał dla mnie bardzo szybko.
Gdy wrociłem do domu z Mężem, to postanowilismy troche podrzemac.
Pozniej wstalismy i poszlismy na spotkanie w spr peracy które było porazką i było ustawione przez prowadzacych.
A teraz jestem sam w domku i tesknie za moim Kochaniem ale wiem ze jutro pojdziemy razem na impreze i pobawimy sie troche :)
Kocham Cie Skarbie i dziekuje za mile spedzony dzionek :*